wtorek, 2 lutego 2016

Subiektywny ranking 2015 roku wg Agnieszki K.



Zamek w Bracciano z widokiem na jezioro

Cieszę się, że to już luty 2016 roku. Muszę stwierdzić, że rok 2015 był najgorszym okresem z ostatnich pięciu lat mojego życia. Owszem, było kilka ciekawych wydarzeń, sytuacji, niespodzianek i dobrych decyzji, ale jednak… Natomiast 2016 zaczęłam genialnie – z szampanem w jacuzzi ;) – i czuję, że będzie to bardzo dobry czas, czego i Wam życzę. ;)

Najlepsza książka: „Uprawa  roślin południowych metodą Miczurina” Weroniki Murek – nieograniczona fantazja w tworzeniu świata literackiego i piękny język, łączący prostotę z barwnymi metaforami. Ta debiutancka książka dwudziestokilkulatki ze Śląska to nowa jakość polskiej literatury.
Najlepszy film: „50 twarzy Greya”. Żartuję, luz… ;) ;) Tak naprawdę, to nie mogę wybrać jednego. Bardzo dobre „Birdman” czy „Body/Ciało”, „Dzikie historie” i „Whiplash”, ale jakoś w głowie dłużej siedział mi np. „Foxcatcher” (mimo dłużyzn – przejmujący film o potrzebie zrozumienia, wsparcia i nie-docenieniu).
Wydarzenie filmowe: premiera „Carte Blanche” i w sumie kilka wywiadów z moim ulubionym aktorem (po Clooneyu), czyli Andrzejem Chyrą. Lublin w filmie wypadł bardzo atrakcyjnie, a sama „lubelska produkcja” zdobyła sporo nagród, w tym na międzynarodowych festiwalach. Brawo!
Najlepszy serial: „Homeland” (ponownie) – ostatnia seria idealnie wstrzeliła się w głośny problem przyjmowania uchodźców i walkę z ISIS. Żałuję, że Rupert Friend (czyli filmowy Peter Quinn) najprawdopodobniej nie pojawi się w kolejnej serii. Wciąż dobre „House of cards” i „Żona idealna”.  
Najlepszy serial komediowy: nic nowego. Wybieram więc ponadczasowych „Przyjaciół”. PS Włączcie sobie na youtube „Przyjaciele + seven” ;)
Najlepszy spektakl: „Mistrz i Małgorzata” w Teatrze Osterwy z tanecznym udziałem Agnieszki Krawiec w roli towarzyszki Tomasz Bielawca. Przypadek? Nie sądzę! ;)
I jeszcze „Mamma Mia” w Teatrze Roma (zwłaszcza obecność w kulisach, podczas gdy pięć centymetrów od mojej twarzy pewien muskularny tancerz postanowił zrobić szpagat w powietrzu… ech…)
Największy pochłaniacz czasu (oprócz Facebooke’a): aplikacja, którą rzutem na taśmę (bo w Święta 2015) podsunęła mi Marcela. I przepadłam. QUIZWANIE. Frajda z wyciągania z zakamarków pamięci dat, nazw, tytułów, z logicznego łączenia faktów lub eliminowania złych odpowiedzi. Ale i wściekłość, gdy w swoich ulubionych kategoriach tracę punkty, bo pytania – delikatnie mówiąc – szczegółowe… PS Wciąż jestem w Quizwaniu: agakrawiec, wezwij mnie na pojedynek! ;)
Najlepsza muzyka: 1) Kocham Smolika, dlatego jego najnowszą płytę, na której śpiewa Kev Fox, kupiłam bez wahania. I nie zawiodłam się. 2) W zupełnie innym klimacie jest płyta, która wygrywa mój ranking na najlepszego (biernego) towarzysza w zasypianiu, czyli „Polka” Quintetu Wojtka Mazolewskiego.
Najlepsze koncerty: Wojtka Mazolewskiego na zamku w Kazimierzu Dolnym (a na niebie zawisł obłędny księżyc) oraz Metronomy i Muse na Orange Warsaw Festival (piękny dzień, doborowe towarzystwo i świetna muza).
Forum Romanum
Wyjazdy: Florencja w maju, czyli zachód słońca nad miastem, festiwal wina w Greve, leżakowanie (moje, nie wina) w winnicy w regionie Chianti, kawa, spritz i truskawki w Wenecji; Rzym i jego nocne zwiedzanie (także podziemne) oraz spacer w moim ukochanym Forum Romanum, Bracciano pod Rzymem i wizyta w dwunastowiecznym zamku (aż dziwię się, że nie kręcą tam „Gry o tron”); Bruksela (małże w winie, plakaty Rene Magritte’a, zwiedzanie Parlamentu Europejskiego, co oznacza wspomnienia, i nagroda dla FOL). W ogóle uważam, że zwiedzanie świata, historia zaobserwowana na żywo dzięki zabytkom i muzeom, starym murom i kilkusetletnim wieżom, poznawanie obcokrajowców i tubylców oraz jedzenie regionalnych przysmaków i czytanie „miejscowego” Vogue’a to jeden z najpiękniejszych sposobów na zrozumienie świata.   
Weekendy: w pałacyku w Cieleśnicy – przepyszne jedzenie (w tym pomidory i cukinia z przypałacowego ogródka), leżakowanie w pobliżu oranżerii, wino na tarasie w świetle zachodzącego słońca, świetne towarzystwo i… obłędnie pachnący ziołowy balsam do ciała (przyznaję, jeden ukradkiem zabrałam ze sobą do domu). I jeszcze weekend pierwszolistopadowy w Lipie, wraz z rodzinnymi śpiewami, maminym jedzeniem i spacerem polnymi ścieżkami. Bieszczady razy dwa: niezwykły czas (w górach, w knajpie i przed kominkiem).
Smakołyki: owoce morza z makaronem w wydaniu Rafała, makaron w sosie borowikowym w wersji Ewy, mięcho w sosie piwnym i Kriek w Brukseli (wydanie restauracyjne), stek usmażony przez Jacka, domowy rosół. Z fast foodów qurrito z KFC daje radę. I kanapka BLT w „Spinaczu”. Aaa, i jeszcze przepyszna zupa dyniowa w „Palecie smaków”.
Wywiady: sporo ich było, zwłaszcza w działce społecznej i kulturalnej, w tym krótka, ale miła rozmowa z Jerzym Stuhrem (który dobrze wspominał Teatr Stary w Lublinie) czy z idolem dziewcząt Maciejem Zakościelnym (kurde, mogłam się w tamtą sobotę ładniej ubrać…). I najtrudniejsze rozmowy: z Robertem Więckiewiczem (straszył mnie, że pozwoli tylko na trzy pytania) i z Jerzym Skolimowskim (który zwrócił mi uwagę, że… pomyliłam imię innego reżysera – niezła wpadka, nie? Przeżywałam to przejęzyczenie jeszcze przez tydzień. Nie było sensu tłumaczyć się upałem czy zmęczeniem ;) Dla równowagi jeszcze inny reżyser (sporo tych spotkań było, zwłaszcza na Festiwalu Dwa Brzegi) pochwalił mnie za dobrą pamięć, pewien dyrektor powiedział „O to mnie jeszcze nikt nie zapytał!”, a kilku rozmówców nawet chciało się ze mną umówić (nie tylko na wywiad ;)
Nagrody: może nie przystoi tak się tym chwalić, ale naprawdę szalenie mi miło, że wiosną dostałam wyróżnienie od prezydenta Lublina za działalność na rzecz osób z niepełnosprawnością, a zimą statuetkę „Kobieta Lubelszczyzny” w kategorii działalność społeczna od Stowarzyszenia Kongres Kobiet Lubelszczyzny – Klub XXI Wieku. To bardzo dowartościowujące, że ktoś zauważa moją pracę, także tę pozaprogramową, dodatkową, z wyboru. Choć nagrody przypominają mi, że się starzeję…  Ech. ;)
Najlepszy komplement: -O, ta dupeczka ma niezły płaszcz - usłyszałam przechodząc koło siedzących na ławce pod UMCS-em dziewcząt.
Zguby: bransoletki. Jedną, srebrną, zgubiłam podczas skakania na koncercie w Warszawie, inną, skórzaną, gdzieś w Rzymie. W zeszłym roku straciłam fioletową… Jeśli więc gdzieś znajdziecie ładną bransoletkę, dajcie znak, może to moja? ;)
Zwrócenie uwagi: W pracy, w naszym pokoju pijemy kawę. Rozmawiamy i co chwila parskamy śmiechem. Nagle telefon od kolegi z góry (znaczy: redakcja aktualności).
-Pani Krawiec, pani się tak nie śmieje, bo na cmentarzu obok jest jakiś pogrzeb; dzwonili i proszą o chwilę ciszy...
Zawodowe poświęcenie: 9 kwietnia wykonałam skok przez płot. ;) Jak to było? Żeby dostać się na konferencję w hali Targów Lublin, musiałam...przejść przez dwumetrowy płot z zamkniętą furtką. W tym celu zaczepiłam przechodzącego pana i grzecznie poprosiłam go, żeby mnie asekurował podczas wdrapywania się na ów metalowy płot. Pan ze zdziwieniem przyjął propozycję. Tylko wstyd mi było, że pierwsza próba okazała się nieudana - ciążyła mi torba i musiałam zawrócić w połowie drogi. Jednakże ów wstyd (i miesiące fitnessu) sprawił, że za drugim razem udało płot udało mi się dziarsko pokonać. Współczuję tylko przejeżdżających aleją Piłsudskiego oryginalnego widoku. I błogosławię trampki oraz życzliwego lublinianina.
Pozaantenowe rozmowy radiowe:
 Audycja. Odbieram telefon:
-Dzień dobry, pani redaktor.
-Dzień dobry, panie Tadeuszu.
-Jezu, rozpoznała mnie pani po głosie...
Zwycięstwa: w RMF Classic wygrałam płytę Ennio Morricone, a na Facebooku zdobyłam dwa bilety na koncert Smolika. ;) Chyba zacznę grać w Totka. PS Ostatnio kolega z pracy, który słynie z niewyparzonego języka, parę razy bezceremonialnie opieprzał mnie za (moim zdaniem) błahostki, a znajomi twierdzą, że lepiej schodzić mu z drogi, tym razem… przyznał mi rację w pewnej sprawie (w zbiorowym mailu do współpracowników). To dopiero zwycięstwo! ;)
Odkrycie: Przemek Kossakowski. Ma swoje programy na jakimś dziwnym kanale telewizyjnym. Jest najbardziej naturalnym i „autorskim” autorem, jakiego przyszło mi oglądać na szklanym ekranie. Podziwiam i oglądam z przyjemnością. To znaczy, że telewizja rozrywkowa (rozrywkowo-edukacyjna) nie musi być nudna i sztampowa.
Zamiana: W 15 minut wieniec cmentarny przemieniłam w świąteczny, barwny wieniec bożonarodzeniowy w stylu amerykańskim.
Wnioski: 1) żal jest dobry, czasem nawet warto popłakać i poprzeklinać, ale nic na siłę!
2) dobrze powspominać i pośpiewać piosenki pielgrzymkowe (w aucie i przy pomocy telefonu);
3) czasem trzeba się zmusić, założyć szpilki i wyjść z domu;
4) asertywność – wciąż się uczę, ale jest lepiej;
5) jak powtarzał pewien znajomy: "nie wszyscy muszą cię lubić"; jak to zrozumiałam, to jest mi naprawdę lżej;
6) nie odkładać na później.

Dobrego 2016 roku! Tzn. tych niecałych 11 miesięcy z 2016 ;)   
AKr


Bieszczady





piątek, 1 stycznia 2016

Świątecznie i noworocznie!


Słonecznie i z kieliszkiem szampana rozpoczynam Nowy Rok. Urlopowo i świątecznie. Życząc dobrego 2016 roku, pełnego miłości i radości, sięgam po zapiski z ostatnich Świąt Bożego Narodzenia.

***
-Ależ pogoda w te święta….
-Poszedłem do lasu po choinkę, a znalazłem dwa podgrzybki – zupełnie serio powiedział Krz.
-Na drzewie? – wypaliłam bezmyślnie.

Życzę Wam pozytywnych zaskoczeń. Życie może być bardziej kolorowe!
***
Śpiewamy kolędy. Gramy na gitarze, akordeonie, flecie i na udach oraz krzesłach:
„...Nie zgubcież go ze snu…”
-A pamiętacie panie, które w kościele mówią „móld się za nami grzecznymi”? ;)
Życzę Wam, aby słowa myliły się tylko czasami.

***
-Kurczę, nie mamy jemioły.
-I twoja jedyna szansa na pocałunek w tym roku przepadła… - puentuje K.

Życzę Wam wielu okazji do pocałunków, bez względu na obecność jemioły. ;)
***
Wigilia rano. Załatwiamy ostatnie przedświąteczne zakupy. Jedziemy autem, a przed nami ktoś blokuje lewy pas snując się tak, jakby na wieczerzę mu się wcale nie spieszyło.
-W Warszawie już bym trąbiła – rzuca Ka.
-Myślałby kto, Hołowczyc… - kpi Krz.

Życzę Wam samych miłych podróży, dobrych kierowców wokół i żadnych korków na drogach.
***
-Mamuś, przywiozłam opłatek.
-O, dobrze, bo nie mamy – odpowiada mama.
-Jak to? – dziwię się.
-Bo jak Kowalska chodziła i sprzedawała, to tak się zagadała z ojcem, że 20 zł wzięła, a opłatek zostawić zapomniała.   

Życzę Wam, abyście nie zapominali o sprawach najważniejszych, bo drobiazgami czasem lepiej sobie głowy nie zawracać.
***
Siedzimy przy kuchennym stole i raczymy się opowieściami z ostatniego czasu.
-Tydzień temu miałem TAKI przebłysk inteligencji… - anegdotę zaczyna Krz.
-I od tamtej pory cisza? – ucina Ka.

Życzę Wam nieustających przebłysków inteligencji (także takich, które podpowiadają, kiedy udać głupa…)
***
Przerzucamy się cyframi i numerami, sprawdzamy, kto ma lepszą pamięć. Wygrywa Krzysiek, który pamięta nawet numer rejestracyjny starego malucha wujka Zygmunta i poloneza wujka Mariana.
Jesteśmy przy datach.
-A moje urodziny kiedy są? – sprawdza nas K.
-Nieprędko…

Życzę wielu dobrych dat i rocznic w kalendarzach na kolejne lata.
***
Pijemy kawę przy dużym kuchennym stole. Omiatam wzrokiem koszyczek ze słodkościami.
-Co robi czosnek wśród cukierków? – pytam zdziwiona, widząc główkę czosnku na stosie tychże cukierków.
-Jest w opozycji – poważnie odpowiada Krz.

Życzę Wam różnych smaków i odrobiny szaleństwa w decyzjach.
***
-... w cudzysłowiu - Krz. kończy opowieść.
-W cudzysłowie – poprawiam go.
-Chyba lepiej wiem, w czym...

Życzę pewności w mówieniu i w działaniu. „Samo mówienie to za mało” – świadomie dodaje pisząca te słowa dziennikarka radiowa ;)
***
-Przynieś te talerze z witrynki – do M. mówi mama.
-Z zielonego czy z dużego pokoju? – krzyczy M. z oddali.
-Z witrynki, nie z segmentu! – powtarza mama.
-No ale z którego pokoju?? – dopytuje M.
-Z witrynki. Witrynka jest tylko jedna, w dużym pokoju. W zielonym jest segment.
-Za młoda jestem, żeby wiedzieć, co to jest segment… - mruczy pod nosem M.

Życzę Wam wzajemnego zrozumienia.
***
-To rondo ONZ czy Waszyngtona? – pyta T.
-Nie, Waszyngtona jest to z palmą – odpowiadam.
-Nie z palmą jest inne… DE GALA! – mówi M.
-DE GOLA – poprawiam ją.
-CZARLSA – wtrąca się J.
-SZARLA – poprawiam go.
PS Chodzi o Charlesa de Gaulle’a, oczywiście.

W Nowym Roku  życzę jak najmniej upierdliwych ludzi wokół, którzy – jak ja – będą ciągle Was poprawiali… ;)
***
K. patrzy na koszyczek  wypełnionych czekoladkami w czerwono-biało-czarnych sreberkach i o charakterystycznych kształtach.
-Ja tam nie mam ochoty jeść główek Mikołajów… - mówi wzdychając.
-Wegetarianka… - myślę.

Życzę Wam samych przysmaków (choć nie wiem, czy to możliwe, jak się nie je mięsa… ;)
***
W przerwie od szykowania świątecznych przysmaków i zastawiania stołu, na którym już niewiele udaje się zmieścić, Krz. zapodaje piosenki z youtube’a na ekranie telewizora.
-Teraz poproszę coś odpowiedniego dla osób w moim wieku  – mówi mama. – Chcę Demisa Roussosa, Alicję Majewską albo… Bryana Adamsa.

Życzę dobrych dźwięków, dobrej lektury, dobrego kina i dobrych spektakli (bez cenzury).

Dużo dobra w 2016 roku!
Świętowanie przy stole zaczynamy od swojskiej wędlinki...
A Kuba nawet w święta: kurczak z ryżem ;)
Choinka w Lipie - piękna jodła...
Świąteczny wieniec w moim mieszkaniu - przerobiony z wieńca cmentarnego ;)
Dali mi akordeon. I kazali grać ;)
Marcela dopiero wstała,
a Aga już łupie jaja ;)
Prezenty były super. Szkoda tylko, że ze wszystkich kuponów totka uzbierała się jedna trójka...



poniedziałek, 23 listopada 2015

Drogi Pamiętniczku! Świat jest piękny!



Drogi Pamiętniczku!
Świat jest taki piękny! Choć już koniec listopada, to obudziły mnie promienie słońca.  Fakt, że właśnie wybiła godzina 11.00, ale jeśli idziesz spać nad ranem, po maratonie książkowo-filmowym, to przedpołudniowa pobudka nie jest niczym zaskakującym. 

Eksperci informują, że ludzki mózg najlepiej działa dwie godziny po przebudzenie i wtedy najefektywniej wykonujemy różne obowiązki. Dlatego – jak alarmują naukowcy – nie powinniśmy tracić czasu na sprawdzanie Facebooka czy maili, tylko zabrać się za najtrudniejsze prace. Ale jeśli wstaje się o 11.00, a organizm jest osłabiony (wzmocniony?) antybiotykiem i nieregularnym kaszlem, to chyba się nie liczy i wyrzutów sumienia z korzystania z FB i pisania tego tekstu mieć nie powinnam? Ciekawe, czy tuż po przebudzeniu odżywka do włosów też się lepiej wchłania… Bo kawa z pewnością tak. Oczywiście nie we włosy.

Rybka w Saint Tropez
Drogi Pamiętniczku, świat jest taki piękny! I zewsząd dochodzą głosy o dobrych zmianach. Także w polityce. I – co niesamowite – była władza i aktualna ze sobą współpracują. Jak? W Warszawie ustala się, że jednak emerytury będą wcześniej, niż wymyślono to kilka lat temu. Uff. Już się bałam, że emerytury nie doczekam, a tak to niedługo już, na emeryturze właśnie, będę podróżować po świecie (jak Japończycy), zwiedzać miejsca, w których nie byłam, obżerać się australijskimi smakołykami i korzystać z tajskiego masażu. I będzie mnie na to stać, bo emerytura nie będzie głodowa. Co prawda na początku emerytury będę jeszcze musiała spłacić ostatnie raty kredytu hipotecznego, ale nic to, dam radę. W końcu ciężko pracuję od połowy studiów, kilka specjalności ukończonych, doświadczenie w różnych dziedzinach, praca także w święta i weekendy. ZUS się na pewno pomylił, wysyłając mi ostatnie prognozy wysokości świadczenia emerytalnego. Zresztą, teraz to ulegnie zmianie. Na lepsze. Bo co prawda na emeryturę pójdziemy wcześniej, ale świadczenia emerytalne wzrosną. Nielogiczne? Bzdura! To możliwe! I tu przykład wzorowej współpracy władz. PiS obiecuje wcześniejsze emerytury i wyższe świadczenia, a PO i WL w Lublinie przegłosowują podniesienie ceny biletów MPK i powiększenie płatnej strefy parkingowej. Hurra! Tak jest! Złośliwcy, którzy pytacie, skąd aktualnie panujący nam wezmą pieniądze na wcześniejsze emerytury, odpowiadam wam: także z Lublina!

Inni jeszcze wskazują nielogiczność władz Lublina: skoro podnoszę ceny biletów MPK, to niech zostawią we względnym spokoju właścicieli aut. I odwrotnie. Czy nie widzicie jednak, że to wszystko dla nas? Lublinian i Polaków? Dla naszej emerytury i naszego zdrowia. Zamiast MPK lub auto, wybierzmy spacer. Lublin w końcu nie jest taki duży. Albo wybierzmy rower miejski, choć coś czuję, że tu ceny też niedługo skoczą… Pamiętajmy: ruch to zdrowie! Spróbujmy dożyć do tej emerytury!
Żeby jednak dożyć do emerytury, nie fundujmy sobie ekscesów w teatrze! Na szczęście „Śmierć i dziewczynę” wystawili w Teatrze Polskim we Wrocławiu, nie u nas. Zgorszenie było na zepsutym zachodzie Polski, w mieście, które za chwilę będzie Europejską Stolicą Kultury. I z tego też się cieszę, Drogi Pamiętniczku. Może to niezbyt grzeczne śmiać się z cudzego nieszczęścia, ale Lublin jest pięknym kulturalnym miastem: bez nagości w sztuce (Małgorzata w Teatrze Osterwy się nie liczy, bo była czymś wysmarowana…), bez Golgota Picnic, bez nieprzyzwoitych zachowań w przestrzeni publicznej. Co prawda czasem jacyś dranie z marszałka Piłsudskiego „zrobią kościotrupa”, czasem inni dranie, mający czelność nazywać się artystami, podczas Jarmarku Jagiellońskiego zagłuszają ciszę nocną, że aż sprawa kończy się w sądzie, a inni to nawet brodzą w fontannie, która przecież basenem nie jest, to jednak Lublin jest Miastem Kultury. W dodatku kolorowym i rozpoznawalnym, dzięki jaskrawej elewacji Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Szaro, zimno, a jak spojrzysz na COZL – od razu robi się radośniej. 

Drogi Pamiętniczku, żałuję tylko, że nie było mi dane dojechać do Wrocławia i pikietować przed premierą spektaklu. Lubię modlić się różańcem, naprawdę. Zwłaszcza podczas spaceru (zostało mi po pielgrzymkach). Jeden drewniany dziesiątek przywieziony mi z daleka przez kolegę noszę w torbie, drugi (pamiątka z Rzymu) w kieszeni płaszcza. Ale nigdy jeszcze nie zwracałam się do Nieba z modlitwą z takiej okazji jak walka z pornografią połączona z intencją o Ojczyznę, na zimnie i wietrze, przed teatrem. Myślę, że Pan Bóg – za wstawiennictwem Maryi – w szczególny sposób patrzy na takie modlitwy. Nie zawracajcie Mu więc głowy "pokojem na świecie" i "zdaniem egzaminu", bo ma ważniejsze sprawy na głowie.

Niecenzuralna okładka i książka.
Przy okazji mam nadzieję, że z afiszy w Polsce zejdą wszelkie spektakle, które mają choć odrobinę nagości w sztuce. Nie tylko seks na żywo przecież, ale nagość w ogóle może być źle odebrana przez publiczność. Nie godzi się tak deprawować ludzi, zwłaszcza młodych, którzy – wbrew pozorom – chadzają do teatrów. Sama widziałam nagiego Cezarego Studniaka we Wrocławiu (bodaj w Capitolu), widziałam bohatera spektaklu Lupy paradującego z przyrodzeniem na wierzchu, widziałam też dużo obmacywań i nieprzyzwoitych pocałunków. I wystarczy. W telewizji nie emitujmy ani jednego filmu z jakimkolwiek elementem erotyki (erotyka czy pornografia? granica jest płynna). Spalmy wszystkie egzemplarze „Operetki” Gombrowicza. I tak zostanie dużo książek do czytania.
Winnych całego „kulturalnego” zamieszania trzeba by dla przykładu ukarać. Pomidory i jajka rzucone w dom matki dyrektora Teatru Polskiego to za mało. Trzeba karać, ku przestrodze! Ukaranych w tej sprawie pan prezydent nie ułaskawi, mam nadzieję (choć przecież może!). 

Drogi Pamiętniczku, skoro jesteśmy przy kulturze: to skandaliczne, jak zachowała się dziennikarka TVP Info w rozmowie z wicepremierem i ministrem kultury Piotrem Glińskim. Jak mogła mu tak przerywać? Kim ona jest? W końcu miała do czynienia z wicepremierem! Mama mnie uczyła, że starszym i mądrzejszym się nie przerywa. Karolina Lewicka powinna zadać pytanie i pozwolić wicepremierowi mówić. Gdyby się rozgadał, to nawet wtedy przerywać mu nie powinna. Najwyżej przesunęliby emisję reklam lub kolejnej audycji. W końcu wicepremier jest starszy i na ważniejszym stanowisku niż ona. Włosy uroczo przykryte siwizną też świadczą o doświadczeniu w tym, o czym mówi (nie chodzi mi o pornografię rzecz jasna, tylko o propagandę i manipulację, którą zarzucał stacji… Yyyy… Tzn. ma doświadczenie w obserwowaniu tej propagandy i manipulacji, nie w jej szerzeniu!). Na szczęście Lewicka została zawieszona w prowadzeniu tego programu. I dobrze. Niech się poduczy w tym czasie.
W ogóle nie rozumiem oburzenia środowiska dziennikarskiego: przecież dla dziennikarzy to oznacza zmianę na lepsze! Zamiast długo przygotowywać się do programów, planować strategię rozmowy, wystarczy zadać jedno, góra dwa pytania. I program zrobiony, kaska leci, święty spokój zapewniony.
    
Drogi Pamiętniczku, cieszę się, że mamy piękny, słoneczny listopad. Antybiotyk działa. Rosół pyszny. Koc ciepły. Muzyka Mazolewskiego koi.
W mediach same dobre informacje.
I jeszcze Tomasz Karolak zagra Wiedźmina!
Świat jest piękny i logiczny. A w swojej torbie ostatnio znalazłam... pomidorka. 


niedziela, 22 listopada 2015

Grunt to rodzina + Śmiech to zdrowie = Lepiej być nie może



Przy rodzinnym stole.
***
-Radwańska wygrała – mówi Kuba wchodząc do pokoju, w którym wszyscy sadowimy się do obiadu.
-Ile? – pyta Krzysiek.
-Ponad dwa miliony dolarów.
-Ile w setach???

***
-Pierwszy listopada, a u nas stół nakryty jak na Wigilię.
-Nawet jedno wolne nakrycie mamy – mówi Mama.

***
-Mamuś. Masz kurę na policzku…

***
-Ktoś chce jeszcze ziemniaków? Nie? Na pewno? – pyta Mama. -Nie? Oj, dołożę jednak, bo coś czuję, że sama jeszcze zjem…
***
-Guzik ci się rozpiął – mówię wskazując na Jego koszulę.
-On się nie rozpiął. On się nie zapina – ripostuje Mama.

***
-Mało na liczniku, pojemny, tapicerka ładna. I miał takie bajery! – mówi Mama.
-Który samochód? – pytam.
-No ten, co mam go kupić. To znaczy mamy – szybko poprawiła się Mama zerkając na Tatę.
-Mieliśmy… - poprawił ją Tato.

***
-Ile masz w biodrach? – pyta mnie Marcela.
-Nie wiem…
-Zaraz was zmierzę – mówi Mama – i się okaże, która może dziś jeść, a która nie.

***
-Znowu coś notujesz? – mówi Marcela zerkając na mnie. – Strach wejść na Facebooka. Wyjdzie na to, że jestem głupkiem. W ładnych słowach, ale przekaz będzie ten sam.

***
Przed świątecznym obiadem. Wszyscy w domu. Krzysiek włącza na youtube hit San Remo 1984 roku, czyli Al Bano i Romina Power, ale w wydaniu współczesnym, z 2015 roku. I wszyscy zaczynają śpiewać. Nawet (zwłaszcza) rodzice.

-A co właściwie znaczy to „ci sara”- po piosence pyta Mama.
-„Nie będzie” – odpowiadam sprawdzając w tłumaczu google.
-Ojejku, a myśmy nie wiedzieli i tak to z sercem śpiewali… - mówi autentycznie zmartwiona Mama.


***
W samochodzie. Krzysiek częstuje cukierkami.
-Masz. Pod kolor do płaszcza. - mówi, rzucając mi fioletowy.

***
-I po co to zapisujesz? – pyta Krzysiek.
-Może wrzucę na bloga?
-Ty się szukaniem chłopa lepiej zajmij.
-Zajmuję się i tym, i tym.
-Szkoda, że tak nie po równo…

*********************************************************
Na imprezie.
***
-Jakoś nie umiem sobie poradzić z żabką. O tak macham rękami. Dobrze? – trenera pływania pyta koleżanka.
-Dobrze – odpowiada.
-Ale palce mam mieć złączone? – koleżanka dopytuje niestrudzenie.
-Jak masz błony między palcami, to nie – poważnie odpowiada trener.

***
-Chyba już pójdziemy? – pyta On, znacząco zerkając na zegarek.
-Jeszcze nie… - odpowiada Ona.
-Nie chce ci się spać?
-Po tylu latach z tobą już nie…

***
-Moja babcia mawiała: w twoim wieku to już nawet nie wpadka – opowiada znajoma.

***
-Chciałabym być tak bogata, żeby maszynki jednorazowe były naprawdę jednorazowe – powiedziała X.


Wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji może być jedynie przypadkowe. ;)

Lipa. 2 listopada 2015.



Mocny akcent na koniec ;)






PS Poniższe zdjęcie zostało mi wysłane przez Siostrę. Uprzedzam: nie dotyczy naszej rodziny ;)